Psychologia trwałego spełnienia. Psychologia pozytywna.
Poniższy tekst został po raz pierwszy opublikowany w wydaniu specjalnym Polityki nr 1/2010 - "Ja, my, oni. Jak sobie radzić z emocjami” tom 5 rok 2010. Cykl „Ja, my, oni” to projekt wydawniczy w ramach wydawanego od 2007r. Pomocnika Psychologicznego POLITYKI.
Czy psychologia może nam coś powiedzieć o szczęściu, o tym w jaki sposób możemy nadać swojemu życiu głębokie znaczenie i sens? Czyż nie ma być po prostu nauką, opisującą i rozumiejącą, a jeśli proponującą pomoc, to raczej w rozwinięciu społecznych umiejętności, ulżeniu w osobistym cierpieniu i zmniejszeniu chorobowych dolegliwości? Czyż tradycją i dumą psychologii nie jest to, że zatrzymuje się na pewnej granicy i pozostawia pytania o sens życia i sposób jego najgłębszego spełnienia religii, filozofii oraz osobistemu, nieskrępowanemu poszukiwaniu?Odpowiedź na te pytania wcale nie jest jednoznaczna. Z jednej strony od lat silnie słychać w obrębie psychologii i praktyki postulat zachowania światopoglądowej, religijnej i etycznej neutralności. Z drugiej, można przytoczyć wiele faktów, które wskazują na to, że ta generalna zasada, od dawna była na różne sposoby kwestionowana. Takie kierunki jak psychoanaliza, czy gestalt niosą ze sobą określoną wizję świata i człowieka. Jeszcze wyraźniej widać to w teorii i praktyce psychologii jungowskiej i transpersonalnej, które są, przynajmniej częściowo, szkołami duchowymi o niemal religijnym charakterze. Mimo wszystko wydaje się jednak, że pewna granica nie została przekroczona. Quasi religijne idee rozwijały się dotąd w obrębie raczej niszowych nurtów psychologicznych albo należały do nieeksponowanych treści uznanych teorii.
I oto na naszych oczach dzieje się rzecz naprawdę ciekawa. Powstał i rozwija się nowy kierunek, nazywany psychologią pozytywną. Jest to, jak wprost mówią jego amerykańscy twórcy, nauka o szczęściu człowieka. Za jej początek uważa się rok 2000, kiedy ukazał się specjalny numer „American Psychologist”, w którym zaprezentowano nowy sposób myślenia i postawiono przed psychologią nowe zadania. Start był śmiały i miał cechy uroczystej proklamacji. Gorący orędownik nowego kierunku, ówczesny prezes Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, organizacji, która skupia w swoich szeregach ok. 150 tys. psychologów, prof. Martin E. P. Seligman, tak pisał w tym czasie: „Proponuję, abyśmy stworzyli dzieło humanistyczne: psychologię pozytywną. Moja wizja psychologii i nauk społecznych w XXI stuleciu jest taka, że będą one przechodzić od grzebania się w brudach i szukania środków zaradczych, do przekształcania się w pozytywną siłę służącą zrozumieniu i pielęgnowaniu najwyższych wartości życia osobistego i obywatelskiego. Proponuję, żeby psychologia w XXI wieku stała się nauką o mocnych stronach człowieka i osobistym spełnieniu. Proponuję, żeby nauki społeczne stały się naukami o cnotach obywatelskich”.
Na apel Seligmana odpowiedziało liczne grono psychologów. Szybko uformowała się grupa liderów, do których należą m. in. Mihály Csíkszentmihályi, Christopher Peterson, Sonja Lyubomirsky, Ed Diener i Barbara Fredrickson. Nowy kierunek rozwija się imponująco i bardziej niż jakikolwiek z wcześniejszych nurtów w psychologii dobrze wykorzystuje istniejące atuty organizacyjne, medialne i finansowe. Warte podkreślenia jest to, że w gronie reprezentantów nowego kierunku nie brakuje przygotowanych do pracy badawczej naukowców i eksperymentatorów i dużą wagę przykłada się do badań empirycznych. Ich wyniki są publikowane w poważnych pismach psychologicznych, powstały też osobne tytuły poświęcone nowemu trendowi. Jednocześnie psychologia pozytywna kieruje swoją propozycję do szerokiego ogółu, przez różnego rodzaju popularne publikacje i poradniki. Jeden z nich, autorstwa M. Seligmana został wydany w Polsce (Prawdziwe szczęście. Psychologia pozytywna a urzeczywistnienie naszych możliwości trwałego spełnienia. Media Rodzina Warszawa 2005)
Jakie cele ma psychologia pozytywna?
Zdaniem reprezentantów nowego kierunku, dotychczasowa wiedza psychologiczna zanadto skupiała się na pomocy w zaburzeniach, chorobach, deficytach i nieprzystosowaniu. Zauważają, że nawet pozbawienie człowieka tych „negatywów” nie jest wystarczające do tego, aby cieszył się on pełnią zdrowia psychicznego, rozumianego jako głębokie zadowolenie ze swojego życia. Stąd psycholodzy nowego kierunku, albo deprecjonują dotychczasowe sposoby pomocy psychologicznej i medycznej, albo wskazują na ich ograniczone znaczenie. Stwierdzają natomiast, że dążenie do szczęścia, czy jak określają, prowadzenie „dobrego życia”, wymaga zupełnie innej perspektywy, zgromadzenia osobnej wiedzy i, o ile to potrzebne, odrębnego rodzaju interwencji psychologicznej. Aby psychologia w pełny sposób mogła pomagać człowiekowi musi mniej zajmować się patologią, a lepiej poznać człowieka w „pozytywnych” aspektach jego funkcjonowania. Stąd przedmiotem badań, które można nazwać podstawowymi dla nowego kierunku stały się badania poczucia szczęścia, poczucia sensowności swojego życia, szczególnego rodzaju życiowego zaangażowania nazywanego flow i ich uwarunkowań przez sytuacje zewnętrzne (fakty i okoliczności życia), jak i wewnętrzne (cechy charakteru, sposób myślenia, geny).
Badania te, głównie o charakterze kwestionariuszowym, potwierdziły wiele znanych wcześniej popularnych poglądów, ale przyniosły też wyniki, które nie są same przez się oczywiste. Stwierdzono na przykład, że poczucie osobistego szczęścia nie tylko słabo zależy od wysokości zarobków, ale także od aktualnego stanu zdrowia. Słabo jest też skorelowane z płcią, wiekiem, zawodem, choć już silnie - z bezrobociem. Ciekawym wnioskiem z tych badań jest to, że bodźce uważane przez wielu ludzi za mogące silnie wpłynąć na ich odczucie szczęścia jak spektakularne wygrane w loteriach albo traumatyczne wydarzenia życia, w wielu przypadkach tylko na krótki czas wytrącają z podstawowego poziomu zadowolenia z własnego życia.
Wiele badań wykazało jednoznacznie, że poczucie głębokiego zadowolenia ze swojego życia najsilniej jest skorelowane z posiadaniem stałej partnerki (partnera) i życia w małżeństwie. Jest to godne uwagi, gdyż ten fakt, dla jednych oczywisty, dla innych wcale takim nie jest. Dość często sprawa wyboru między życiem samotnym, w krótkotrwałych związkach albo w długotrwałym związku związanym z miłością, jest przedstawiana, także przez część psychologów, jako zakorzenione w osobistych preferencjach równouprawnione alternatywy, jako wybór, który ma jakoby nie wiązać się z istotnymi konsekwencjami psychologicznymi.
Może najciekawszymi wynikami z tego rodzaju badań, które sprawiły zresztą psychologom pozytywnym sporo trudności, są te, które zdają się wskazywać na istotne genetyczne uwarunkowania zdolności do odczuwania szczęścia. Są osoby, które mają wrodzony talent do odczuwania szczęścia i tacy, u których to poczucie pojawia się z większą trudnością. Tak przynajmniej wynika, z opublikowanych tuż przed 2000 r. badań Davida Lykkena na dużej grupie adoptowanych mono- i dizygotycznych bliźniąt.
Do kogo skierowana jest propozycja terapii pozytywnej?
Według wypowiedzi przedstawicieli nowego kierunku, z pomocy jaką oferują mogą skorzystać osoby w każdym wieku i każdym stanie zdrowia. Jest to logiczne zważywszy na stwierdzaną uniwersalność potrzeby odczuwania sensu swojego życia i brak ścisłego związku między nim, a stanem zdrowia, także psychicznym. Są jednak osoby do których nowa psychologia zwraca się w szczególności, a wiąże się to z charakterystyczną dla tego kierunku diagnozą aktualnej sytuacji społecznej. Psycholodzy nowego nurtu piszą o kryzysie cywilizacyjnym i duchowym, konstatują, że kilkakrotnemu podniesieniu poziomu życia materialnego nie towarzyszyło w Ameryce jakiekolwiek zwiększenie poczucia zadowolenia ze swojego życia jako całości, przeciwnie - zwiększyła się liczba osobistych problemów i depresji. Uważają, że psychologia humanistyczna poniosła porażkę, wyrosły z niej indywidualizm, skoncentrowanie się na własnym ja i poczuciu osobistej wartości, spowodowało, wbrew obietnicom, osłabienie sił duchowych i umiejętności życia. Współczesny człowiek ma, ich zdaniem, szczególne problemy z wypełnieniem danego mu czasu czymś wartościowym, będącym źródłem autentycznej, głębokiej satysfakcji. Żyje on raczej złudzeniami, a posiadając dostęp do wielu dóbr materialnych, nie potrafi rozsądnie korzystać nawet z przyjemności zmysłowych. Przy tym nadal tęskni za czymś więcej, za prawdziwym sensem i spełnieniem.
Jak zatem osiągnąć szczęście?
Ta dramatyczna diagnoza prowadzi do szukania odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób pomóc w prowadzenia życia szczęśliwego. Słowo „szczęście” nie jest jednak używane jednoznacznie, część badaczy większe znaczenie przywiązuje do czynnika poznawczego (oceny sensowności swojego życia), inni do emocjonalnego (poczucie szczęścia albo zadowolenia z życia). Samo zadowolenie, nazywane dobrostanem, też jest rozumiane w różny sposób, może mieć różne przyczyny, być mniej lub bardziej trwałe, mniej i bardziej autentyczne itp. W konsekwencji opisuje się różne rodzaje szczęścia i sensownego życia (np. podział na życie przyjemne, zaangażowane i pełne sensu), powstało też kilka odmiennych teorii szczęścia.
Generalnie można zauważyć dwie tendencje. Jedna polega na utożsamianiu szczęścia z takim sposobem życia, który zapewnia jednostce doznawanie jak większej liczby przyjemności o charakterze zmysłowym i emocjonalnym. Są to koncepcje hedonistyczne. Bardziej ważkie, ale budzące więcej kontrowersji z punktu widzenia tożsamości psychologii jako nauki, są te ujęcia, które nawiązują do pojęcia dobrego i spełnionego życia jako czasu wypełnionego niebanalnym zaangażowaniem. Dobrym przykładem są tu poglądy samego Seligmana, który odróżnia w sposób zasadniczy poczucie życiowego zadowolenia, będące skutkiem zaspokojenia zmysłowej przyjemności, od gratyfikacji, czyli głębszej satysfakcji związanej z zaangażowaniem w wartościowe plany i zadania. Szczególne znaczenie przywiązuje przy tym do takiego zaangażowania, które wiąże się wykorzystaniem osobistych zalet i kompetencji, czyli tzw. zalet sygnaturowych. Streszcza to wypowiedź Seligmana: „Dobre życie polega na codziennym wykorzystywaniu swoich zalet sygnaturowych w celu uzyskania prawdziwego szczęścia i wielkiego zadowolenia.”
Jest to jeden z tych momentów, który zbliża psychologię pozytywną do postulatu rozwoju ludzkiego potencjału, jednej z centralnych idei psychologii humanistycznej lat 70-tych XX w. Rozwój nie jest jednak dla psychologii pozytywnej celem, ale środkiem do głębokiego zadowolenia ze swojego życia i wręcz wyniesienia go na wyższy poziom. Tu w koncepcji Seligmana pojawia się istotne wartościowanie i ton moralizatorski. Pisze on: „Kiedy nasze dobre samopoczucie wypływa z wykorzystania naszych zalet i cnót, życie nabiera autentyczności”. Wynika z tego, że, ten indywidualny depozyt zalet i zestaw uniwersalnych sposobów pożądanego myślenia, odczuwania i postępowania (cnót) jest dla Seligmana bazą, na której wszystko się buduje. W niej jest zawarta, jakby zapisana, wiedza o ludzkiej drodze do szczęścia. W tym kontekście nie dziwi, że jednym z głównych przedsięwzięć teoretyczno-badawczych było stworzenie przez psychologów nowego kierunku katalogu cnót i sił charakteru. Wymienia on sześć, ich zdaniem wspólnych dla ludzi różnych kultur, cnót: mądrość (obejmującą też kreatywność), odwagę, humanitaryzm, sprawiedliwość, umiar i transcendencję. Rozpoznanie osobistych predyspozycji do nich (zalet sygnaturowych), ich posiadanie, wykorzystanie i rozwinięcie ma być drogą do pożądanego psychicznego dobrostanu.
Blaski i cienie psychologii pozytywnej
Choć psychologia pozytywna przedstawia siebie jako kierunek nowy i przełomowy, w rzeczywistości przynosi podobne przesłanie, co, związana z amerykańską kontrkulturą lat 70-tych XX w. tzw. psychologia humanistyczna. Nie jest też chyba przypadkiem, że pojawia się w momencie, gdy idee czasu kontrkultury, a także późniejszego nieco New Age'u, utraciły dziś swoją żywotność. Tak jak wtedy, tak i teraz słyszymy głos epoki kryzysu, bolejący nad brakiem prawdziwie ludzkich stosunków społecznych, zagubieniem wyższych celów, proponujący duchowe odrodzenie. Mamy podobne zwrócenie się ku temu, co w człowieku świadome, zdrowe (choć uśpione), dziejące się „tu i teraz”, wyższe. Psychologia pozytywna w sposób analogiczny jak psychologia humanistyczna przeciwstawia się psychoanalizie z jej tendencją do redukowania tego, co jest twórczością, pasją, poszukiwaniem sensu życia czy religijnością - do nieświadomych obron, projekcji lub wręcz nerwicy. Trudno odmówić takiemu buntowi znaczenia i wartości. Niewątpliwie potrzebna jest rzetelna nauka badająca fenomen poszukiwania przez człowieka szczęścia i głębokiego sensu życia, podobnie jak, nie od dzisiaj, psychologia bada zjawisko religijności. Rzetelna nauka rozumie jednak dobrze swoje własne ograniczenia. Psychologia owe granice przekracza zwłaszcza wtedy, gdy jest uprawiana, w znacznej mierze, jako filozofia bądź nawet religia. Dzieje się tak wtedy, gdy nie poprzestaje na chęci opisania i zrozumienia, w zakresie jej przysługującym, zjawisk ze sfery ducha ludzkiego, ale przejawy poszukiwań duchowych ocenia i wartościuje. Jeśli przy tym, a tak jest w wypadku psychologii pozytywnej, po określeniu co jest, jej zdaniem, życiem spełnionym i sensownym wskazuje autorytatywnie i dość precyzyjnie, co jest właściwym sposobem realizacji owych szczytnych wartości, a co jej nie służy, tworzy nic innego jak nowego rodzaju kodeks etyczny. Przy tym zarówno koncepcja sensownego (dobrego) życia jak wskazania w jaki sposób je zrealizować jest przedstawiana, przynajmniej w znacznej mierze, jako prosty rezultat badań empirycznych, za którym stoi autorytet instytucji naukowych.
Istotne zastrzeżenia natury metodologicznej wysuwa się też wobec konkretnych badań. Kwestionuje się utożsamianie, przynajmniej przez część badaczy, poczucia szczęścia lub podobnej indywidualnej oceny sensu swojego życia z rzeczywistym szczęściem i spełnieniem. Zwłaszcza w książkach popularyzujących idee psychologii pozytywnej bardzo łatwo ginie gdzieś prawda, że to co jest badane, jest z reguły pewnego rodzaju wynikiem, punktacją uzyskaną w testach, które składają się niejednokrotnie z zaledwie kilku pytań. Wiele wyników uzyskano ponadto przez internet.
Są też inne poważne zastrzeżenia. Psychologia pozytywna ujawnia rys spirytualistyczny, czyli wyraźną tendencję do redukowania człowieka do jego duchowości i przypisywania jej zdolności do decydującego wpływu na całość ludzkiego organizmu. Idzie w tym zresztą krok w krok za psychologią humanistyczną. Oddajmy jeszcze raz głos profesorowi Seligmanowi: „...istnieje zbiór ludzkich mocnych stron, które wspaniale chronią przed chorobą psychiczną: optymizm, nadzieja, odwaga, umiejętność współżycia z ludźmi, życzliwość i czułość, etyka pracy, odpowiedzialność, wiara, nastawienie na przyszłość, uczciwość i wytrwałość, żeby wymienić chociaż kilka”. Tego rodzaju poglądy brzmią pięknie, ale nie mają uzasadnienia w aktualnym stanie wiedzy i świadczą o niedocenieniu i niezrozumieniu zjawiska choroby.
Psychologia pozytywna jest obecnie raczej interesującym i niejednorodnym ruchem, intelektualnym fermentem, niż dojrzałą nauką. Wydaje się, że nie wynika to tylko z tego, że rozwija się dopiero od dziesięciu lat, w końcu ojcami tego kierunku są w znacznej części profesorowie akademiccy i osoby, którym nie jest obca metodologia naukowa. Wygląda raczej, że od samego początku nurt ten jest głęboko rozdarty między tym, co jest nauką a twórczością, wyważonym sądem a religijną niemal wiarą, chęcią pokornego rozszerzania wiedzy a misją budowy nowego szczęśliwego świata. Twórca psychologi pozytywnej Martin Seligman wczesnej był znany jako badacz tzw. „wyuczonej bezradności”, później napisał książkę „Optymizmu można się nauczyć”, jego obecne przesłanie można zaś streścić: „szczęścia można się nauczyć”. Robi się na duszy lepiej, mniej samotnie, może sensowniej. Przypomina się, że pokolenie wstecz psychologia humanistyczna, jako ruch naprawy świata, dała pewnego rodzaju formację duchową milionom ludzi i natchnęła ich znaczącymi aspiracjami. Ostatecznie okazała się jednak utopią. Gdzie może leżeć błąd? Może najbardziej w próbie odarcia tego, czym jest „bycie człowiekiem” z tajemnicy? Przypominają się słowa jednego z liderów nowej psychologii: „Czym jest dobre życie? Moim zdaniem możesz do tego dojść zaskakująco prostą drogą”.
Stanisław Porczyk
Autor jest psychiatrą, od 1997 r. współpracuje z Grupą Synapsis.